Polemika wokół listy czasopism
Zespołu Górnictwa, Geodezji i Transportu
(T12) KBN




Krytycznie o liście czasopism Zespołu T12 —
pismo do przewodniczącego KBN z 31 I 2002r. (patrz "Sprawy Nauki" X/2002)


Stanowisko prof. Andrzeja Szczepańskiego


Uwagi o piśmie do KBN prof. Macieja Mazurkiewicza



Krytycznie o liście czasopism Zespołu T12 —
pismo do przewodniczącego KBN z 31 I 2002r.

Grzegorz Racki

Zespoły Komitetu Badań Naukowych zostały zobowiązane do przygotowania "Zasad szczegółowych oceny parametrycznej jednostek naukowych", zgodnie z którymi ocenia się placówki występujące z wnioskami o dotację na działalność statutową. System ten, oparty na ewaluacji wybranych wyników badań naukowych i prac rozwojowych, został wprowadzony już w roku 1998. Zespoły niezależnie ustalały konkretne liczby punktów, jakie będą przyznawane za poszczególne, możliwie jednoznacznie sprecyzowane osiągnięcia, ale z zastrzeżeniem nie naruszenia "Zasad ramowych oceny parametrycznej jednostek naukowych". W szczególności dotyczy to list wyróżnionych czasopism, które informują o punktach przyznawanych za publikacje umieszczone w każdym z nich, zwłaszcza że poszczególne zespoły w ramach swej autonomii mogły różnie cenić artykuł w tym samym periodyku.

Tak się składa, że interesujący mnie obszar nauk o Ziemi leży w gestii dwóch zespołów KBN: Nauk Biologicznych, Nauk o Ziemi i Ochrony Środowiska (P04) oraz Górnictwa, Geodezji i Transportu (T12). Podział ten zbieżny jest z aspektem podstawowym i stosowanym tej obszernej dziedziny nauk, co uzasadnia odmienne podejście do detalicznej parametryzacji i – między innymi – różną punktację tych samych polskich czasopism. Należy się jednak zastanowić czy 6-krotne różnice to jednak nie przesada. Zespół P04 w bardzo rygorystyczny sposób wypełnił założenia zasad ramowych, przyjmując za podstawę oceny obecność czasopisma na liście filadelfijskiego Instytutu Informacji Naukowej (ISI), jego cytowalność (impact factor; IF) oraz kryterium językowe (język angielski a wszystkie pozostałe). Można co prawda dyskutować, czy dostatecznie precyzyjnie ustalono zasady wyróżniania polskich czasopism nieobecnych na liście filadelfijskiej, skoro można je rozpatrywać w obrębie niejednego pola badawczego w rozumieniu instytutu z Filadelfii. Również lepiej byłoby porównywać IF polskich periodyków z przedziału kilkuletniego, gdyż dane wyłącznie z 2000 r. mogły dawać (i dały) wyniki dość przypadkowe w zakresie nauk o Ziemi. Są to jednak drobiazgi w porównaniu z – oględnie anonsując – wadami obszernego rejestru czasopism zespołu T12.

Już pierwsza lista tego zespołu z 1999 r. była niemiłym zaskoczeniem, co krótko przedstawiłem w krytycznych uwagach na łamach "Przeglądu Geologicznego" (nr 10, 47, 1999). Miesięcznik ten, zawsze wysoko oceniony przez zespół T12 (maksymalna liczba 6 punktów parametrycznych dla czasopisma spoza listy filadelfijskiej), nie jest najwyraźniej czytany przez jego członków. Aktualnie obowiązujący wykaz powiela bowiem prawie wszystkie poprzednie błędy i dodaje nowe, wyraźnie niezgodne z bardziej obecnie rygorystycznymi ustaleniami ramowymi.

Zastrzeżenia mają charakter tak formalny, jak i merytoryczny, przy czym pomijam liczne usterki tekstowe samego zestawienia ("Scientific of the Rzeszow Polytechnics", "International Minerał (sic!) Processing Congress", itd.). Do najważniejszych z tych pierwszych zaliczam:

Zastrzeżenia merytoryczne dotyczą zgodności przyjętych zasad szczegółowych z dwoma podstawowymi kryteriami zasad ramowych:

Tych wymagań nie spełniają przynajmniej zeszyty i prace naukowe szkół wyższych, które niejako z definicji drukują prawie wyłącznie prace autorów własnych. Są one reprezentowane en bloc i wysoko oceniane w omawianym wykazie (co najmniej 3 punkty – "Zeszyty Naukowe pozostałych Uczelni"). Sprawdziłem selektywnie ostatnie roczniki najbardziej renomowanych – w opinii zespołu T12 – kwartalników Akademii Górniczo-Hutniczej "Geologia" i "Górnictwo". Udział autorów zewnętrznych rzadko przekraczał w nich 30%. Dla przykładu, w roczniku 2001 "Geologii" na 44 artykuły tylko 6 miało współautorów spoza AGH, a żaden artykuł nie może być przypisany w całości innej instytucji. Podobne układy są w wydawnictwach jednostek badawczo-rozwojowych (np. Prace Naukowe GIG). Znane są też liczne przypadki grzecznościowego czy nawet pozorowanego recenzowania (patrz Swobodny recenzent, H. Sugier, "Forum Akademickie" nr 3/2001), zwłaszcza gdy grono autorów, redaktorów i recenzentów, a i gros czytelników mieści się w tym samym budynku. Nic dziwnego, że w trakcie konferencji rektorów uniwersytetów słychać powszechne narzekania na poziom wydawnictw uczelnianych. Co do cytowań tych prac: opublikowałem w 1997 r. ("Przegląd Geologiczny" nr 2, 45) analizę bibliometryczną polskiego czasopiąmiennictwa geologicznego i wykazałem, że zeszyty naukowe uczelni plasują się na końcowych miejscach w tej klasyfikacji. Nie można mieć więc wątpliwości, że większość tych czasopism i serii w ogóle nie powinna być wyróżniona na listach KBN, a co najwyżej nieliczne z nich mogą aspirować do kategorii I.d (1 punkt), ale nie I.c. Zespół P04 zdefiniował przy tym że w punktowanych wydawnictwach wewnętrznych jednostek naukowych, publikujących w języku polskim oraz w innych językach (poza angielskim), udział autorów zewnętrznych musi przekraczać 50% - i zrobił to słusznie. Podobne stanowisko zajęły pozostałe zespoły, przyznając zeszytom naukowym uczelni maksymalnie 1 punkt (lub tylko 0,5 pkt., zespoły P05 i T10), z jednym wyjątkiem Zespołu Nauk Społecznych, Ekonomicznych i Prawnych H02 (dla niektórych czasopism - 6 i 3 pkt.).

Można wymienić szereg innych paradoksów: jak dostrzeżono wysoki poziom artykułów (6 pkt.) akurat w rozprawach Politechniki w Koszycach ("Transactions of the Technical University of Kosice"), a nie np. wydawnictw uczelni niemieckich? Dlaczego przyznano tylko 3 pkt. poważnym skądinąd "Monografiom Komitetu Gospodarki Wodnej"? Na jednš tego typu zagadkę znam jednak odpowiedź jako paleontolog: górnicy i geodeci – w przeciwieństwie do biologów – wyjątkowo dowartościowali mało znane czasopismo zoologiczne "Folia Malacologica" (6 pkt.). Otóż akurat w Akademii Górniczo-Hutniczej pracuje znany specjalista od ślimaków czwartorzędowych... Można chyba założyć, że lista zespołu T12 powstała przez proste zestawienie dotychczasowych publikacji, a punktami dzielono w zależności od siły przebicia miejsc pracy autorów. Przypomina to groteskową sytuację z mojej własnej uczelni: jedna z rad wydziału – w wyniku nacisków władz rektorskich w sprawie przedstawienia listy wiodących czasopism krajowych – uchwaliła, że nie będzie obniżać rangi własnych publikacji i że wszystkie czasopisma, w których ukazały się publikacje pracowników wydziału, mają charakter ogólnopolski. Genialny w swej prostocie przykład zaklinania rzeczywistości!

Reasumując, jak na oficjalny dokument rządowy, lista czasopism Zespołu Górnictwa, Geodezji i Transportu zawiera zaskakująco wiele błędów i niekonsekwencji oczywistych nawet dla osoby spoza branży. Co gorsza, dowodzi ona, że nikt w KBN nie zadał sobie trudu sprawdzenia zgodności ustaleń ocen szczegółowych z rygorami ramowymi. W sumie umożliwiło to w zespole T12 sztuczne zawyżenie poziomu punktacji oceny parametrycznej oraz wywindowanie efektywności ocenianych jednostek rzutujące bezpośrednio – w większym czy mniejszym stopniu – na przyznane kategorie i wielkość dofinansowania. Jest to z pewnością kwestia "być albo nie być" zwłaszcza dla ostatnio niezbyt dopieszczanych jednostek badawczo-rozwojowych, których aż 18 ocenia zespół T12 (według wykazu dotacji z 2000 r.). Ale – jak doniosła "Gazeta Wyborcza" z 13 grudnia 2001 r. – nawet astronomowie stali się górnikami... W odróżnieniu od podejścia zespołu P04, sygnały te, skierowane przecież bezpośrednio do środowiska naukowców, nie przyczynią się do wzrostu konkurencyjności wyników badań w świecie, a jedynie do konserwowania status quo działalności badawczej z kręgu górnictwa, geodezji i transportu. Bo po co brać udział w frustrującym wyścigu do najbardziej klasowych anglojęzycznych czasopism i narażać się na krytykę przez nieznanych osobiście zagranicznych specjalistów, skoro ten sam efekt finansowy dadzą dwie publikacje w ojczystym języku w wydawnictwie z sąsiedniego korytarza. Poniekąd, potwierdza to tylko diagnozę bolączek nauki polskiej jako całości, postawioną przez profesora Macieja Żylicza w artykule pod wymownym tytułem Samoochrona ("Wprost" nr 45, 2001). Nie takie perspektywy roztaczał prof. Andrzej K. Wróblewski tuż po wprowadzeniu systemu parametrycznego (Kryteria są jasne, "Forum Akademickie" nr 4/1999): Prostą metodą beznakładowego polepszenia pozycji nauki polskiej będzie więc ogramiczenie do minimum publikowania prac w lokalnych, znanych tylko wydawcy zeszytach naukowych i posyłanie prac do publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej. Toteż w obecnej kategoryzacji zdecydowaliśmy faworyzować punktowo publikacje w w czasopismach z listy filadelfijskiej w porównaniu z innymi publikacjami – ma to zmobilizować nasze środowisko. Szara rzeczywistość zespołu T12 zweryfikowała sens tych nadziei.




Stanowisko prof. Andrzeja Szczepańskiego


Kraków, 08.02.2002 r.

Andrzej Szczepański
Zespół T-12 KBN
Opiekun Sekcji T-12B


Szanowny Panie Profesorze !

Doceniając Pana zatroskanie "sztucznie zawyżanym poziomem" ocen dokonań jednostek naukowych, a w konsekwencji ich kategoryzacji i w pewnym sensie dofinansowania działalności z budżetu KBN przez Zespół T-12, pragnę zwrócić uwagę na fakt, że została ona przeprowadzona zgodnie z przyjętymi zasadami. Istotą bowiem kategoryzacji jest dopuszczenie do zróżnicowania ocen między zespołami KBN z uwagi na specyfikę dziedzin i dyscyplin naukowych, które je tworzą. Zresztą to zróżnicowanie Pan spostrzega, dopuszczając "odmienne podejście do detalicznej parametryzacji", na przykładzie obszaru nauk o Ziemi, zespołów P-04 oraz T-12 (w innych zresztą także).
Zwracam jednak Panu Profesorowi uwagę na fakt, że np. w Zespole T-12 oprócz geologii stosowanej mieszczą się także: górnictwo, geodezja, badania kosmiczne (aparatura, urządzenia i ich napędy, pomiary i ich interpretacja, itp. – a nie astronomia Panie Profesorze, jak był Pan łaskaw powtórzyć za żšdnym sensacji dziennikarzem "Gazety Wyborczej") oraz silniki, napędy, transport kolejowy, drogowy i lotniczy.
Poza kosmologią (pojawiła się w T-12 w r. 2001) są to wszystko dziedziny nauk stosowanych o charakterze aplikacyjnym i sądzę, że taka "mała nauka" w obecnym stanie gospodarki przynosi więcej korzyści krajowi i każdemu z nas (płacących podatki), niż opublikowanie wyników swoich teoretycznych przemyśleń czy dokonań na fetyszyzowanej przez Pana i przywoływanych profesorów A.K. Wróblewskiego i M. Żylicza "listy filadelfijskiej". Bardzo trudno sobie wyobrazić by np. opublikowana w deprecjonowanych przez Pana "Zeszytach Naukowych" lub "Materiałach Sympozjów" myśl naukowa i efekty jej zastosowań występujące w opracowywanej prognozie bezpiecznego likwidowania kopalni, czy też modyfikacji zawieszenia autokaru z uwagi na stan naszych dróg, mogły zostać przyjęte do opublikowania w czasopiśmie z przywołanej już "listy". Żyjemy bowiem w naszym kraju, w konkretnych uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych i działalność naukowa, jak Pan zapewne wie, jest dofinansowywana w sposób wysoce niewystarczający.
Nie wstydźmy się naszych dokonań ani też naszego języka, nie fetyszyzujemy języka angielskiego i czasopism, które są rejestrowane przez IIN w Filadelfii, Bibliotekę Kongresu USA czy przez inne organizacje.
Bezspornym sądzę, wracając do obszaru nauk o Ziemi, jest bardzo wyraźne zróżnicowanie w geologii prac i badań o charakterze podstawowym i ogólnym (mineralogia, stratygrafia, tektonika itp.) oraz stosowanym. Te pierwsze mają charakter uniwersalny, drugie natomiast (najczęściej) lokalny. Wyniki prac badawczych prowadzone w drugim obszarze nie interesują (na ogół) zespołów badawczych na innym kontynencie czy też w innym kraju.
Trzeba jednak chcieć i potrafić to zrozumieć, przyjmując do wiadomości uwarunkowania w jakich funkcjonują jednostki naukowe. Należy także popatrzeć na to i ten sposób, że najczęściej od złożenia rękopisu w wydawnictwie "z listy" do opublikowania upływa zwykle 1,5-2 lat. A kategoryzacja jednostek dokonywana jest w KBN w okresie 4 lat.
Tyle uwag ogólnych. Przechodząc do szczegółów pragnę zwrócić uwagę Pana Profesora na efekty rygorystycznego działania Zespołu PO4 w odniesieniu do niektórych jednostek naukowych w dziedzinie geologia, przy okazji poprzedniej kategoryzacji: Wydział Geologii Uniwersytetu Warszawskiego – 3 kategoria a Wydział Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego – 1 kategoria.
Czy naprawdę te dwie jednostki dzieli przepaść? I to na niekorzyść Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego?
Przyzna Pan, że każde wartościowanie efektów działalności naukowej jest subiektywne. Opracowane przez KBN kryteria ogólne i ramowe także noszą te cechy i wywołały gorące sprzeciwy i protesty, głównie członków zespołów nauk stosowanych (ale nie tylko). Pewną obiektywizacją miały być kryteria szczegółowe. I tę szansę, w moim przekonaniu, Zespół T-12 wykorzystał opracowując tak szeroką listę czasopism, w których publikacje zostały zwaloryzowane w zależności od ich zasięgu i znaczenia w międzynarodowym i krajowym środowisku naukowym. Lista ta powstała po szerokiej konsultacji członków zespołu z jednostkami, którymi Zespół T-12 się "opiekuje", oraz Komitetami PAN i PAU. Jak każda lista, również i ta była dyskutowana, krytykowana i modyfikowana. Wielce żałuję, że Pan Profesor nie zajął żadnego stanowiska w czasie jej tworzenia, skupiając całe uderzenie na krytykę Zespołu T-12 po jej uformowaniu.
Wskazane przez Pana powtórzenia tytułów były korygowane przez sekcje specjalistyczne i mogę jednoznacznie rozwiać Pańskie wątpliwości, gdyż będąc opiekunem sekcji geologii stosowanej i geofizyki zaleciłem kwalifikowanie tytułu do grupy wyżej punktowanych czasopism, które przez niedopatrzenie znalazły się w różnych grupach (3 przypadki na 313 tytułów). Oczywistym było także wyeliminowanie błędnie podanych w Internecie tytułów. Przypomnę także, że oceny dokonywano za lata 1997–2000 i w tym czasie kilka tytułów, idąc za modą i narzuconymi trendami, zmieniło nazwę z polskiej na angielskojęzyczną. A czy to, nawiasem mówiąc, nie jest sztucznym dowartościowaniem? Tytuł czasopisma i jego nazwa decyduje o wartości naukowej, czy merytoryczna wartość opublikowanych w nim artykułów. No cóż, niektórzy ulegają modzie. Takie okresowe fascynacje przeżyliśmy także w "minionym okresie", tyle że lokowane w przeciwnym kierunku (geograficznie, językowo i politycznie). Stąd zamierzone i celowe pojawienie się ich na liście w obydwu wersjach językowych.
Pragnę także Pana zapewnić, gdyż "wyróżnia" Pan Zeszyty Naukowe (kwartalnik) "Geologia" i "Górnictwo" AGH, że mają one zasięg międzynarodowy (wymiana międzybiblioteczna i międzyuczelniana), podobnie zresztą jak prawie wszystkie tego typu wydawnictwa uczelni z całego kraju. Kwestią indywidualnej oceny jest, czy fakt publikowania w nich głównie dokonań pracowników własnej uczelni jest sprawą naganną. Chyba po to właśnie zostały wykreowane i są dofinansowywane, między innymi z dotacji statutowych KBN>.
Lista czasopism uwzględnianych w kategoryzacji Zespołu T-12 nie jest Panie Profesorze "dokumentem rządowym", a zupełną nieprawdą jest, że "nikt w KBN nie zadał sobie trudu ...". Pan Minister J.K. Frąckowiak spędził wiele godzin na dyskusji z członkami naszego Zespołu, podobnie zresztą jak i inni pracownicy Departamentu Badań. Podobnie zresztą nieprawdziwych jest kilka innych Pańskich stwierdzeń jak chociażby to, "że lista Zespołu T-12 powstała przez ..., a punktami dzielono w zależności od siły przebicia miejsc pracy autorów". Pozwoli Pan, że tego typu insynuacje pozostawię bez komentarza.
Gwoli ścisłości w nr 10, T.47, 1999 "Przeglądu Geologicznego" ani jednym zdaniem nie dał Pan wyrazu "niemiłemu zaskoczeniu" pierwszą listą Zespołu T-12.
Doceniając zaniepokojenie Pana Profesora rozwojem nauki w Polsce i troskę o jej poziom i udział w światowym dorobku, które w pełni podzielam, pozwoli Pan, że pozostanę w przekonaniu iż baza ISI i współczynnik wpływu IF czy też indeks cytowań SCI nie mogą być jedynymi miarami poziomu polskich jednostek naukowych. Należy je uwzględniać i doceniać ale nie możemy się upokarzać poprzez deprecjonowanie publikowania w języku polskim i w polskich czasopismach. Analizą bibliometryczną czasopiśmiennictwa nie wpłyniemy na rozwój nauki; pracujemy w siermiężnych warunkach i można jedynie mieć nadzieję, że mimo wszystko rola nauki w rozwoju gospodarczym i znaczeniu politycznym naszego kraju zostanie dostrzeżona przez decydentów. A wtedy podniesie się jej udział w dorobku światowym, zaś środowisko naukowe dopracuje się właściwego systemu samooceny.


Pozostaję z wyrazami szacunku i nadzieją, że zechce Pan w przyszłości współpracować z członkami KBN, a nie tylko krytykować jej decyzje.



/Andrzej Szczepański/




Uwagi o piśmie do KBN prof. Macieja Mazurkiewicza


Kraków 7 luty 2002 r

Prof. Maciej Mazurkiewicz
Zespół T-12 KBN
Akademia Górniczo Hutnicza



Prof. dr hab. Grzegorz Racki
Uniwersytet Śląski


Wielce szanowny Panie Profesorze!


Pozwalam sobie zabrać głos, wywołany niejako do tablicy Pana pismem do Ministrów i załączonym do niego tekstem. Nie reprezentuję poddanego miażdżącej krytyce Zespołu T-12. Piszę wprawdzie jako jego członek, ale przede wszystkim jako profesor, mający pewne, chyba odpowiedzialne doświadczenie w zarządzaniu nauką.

Najpierw, wybaczy Pan, że postawię pytanie: czy chodzi Panu o "jasność zasad oceny" czy też bardziej, co niestety odczytuję pomiędzy wierszami (i nie tylko) Pana tekstu, raczej o "przyłożenie" zespołowi, pewno "za karę", że nie czytał Pana tekstu w "Przeglądzie Geologicznym". Tekstu oczywiście większości członków zespołu nieznanego. (Specjaliści od silników, środków transportu, kosmonautyki, geodezji, górnictwa rzadko czytują to czasopismo). Zresztą, dziś już wiem, tekstu niekoniecznie związanego z działalnością zespołu. O chęci dołożenia świadczy choćby ostatnie zdanie w Pana liście do Ministrów. Można też postawić pytanie, dlaczego w okresie, kiedy na temat "Listy..." toczyła się szeroka dyskusja w Sekcjach specjalistycznych, Zespole, czy wręcz Środowisku, nie służył Pan nam swymi cennymi uwagami. Z pewnością uniknęlibyśmy istniejących w "Liście" błędów. W "Liście", bo znakomita większość błędów została wyeliminowana w praktyce oceny. Członkowie Zespołu są "osobami publicznymi". Nasze adresy można znaleźć w wielu miejscach. Z ogromną wdzięcznością przyjmujemy wszelkie, a przede wszystkim krytyczne, uwagi. Bierzemy je pod uwagę w trybie roboczym. Wybrana przez Pana droga "oficjalnej" skargi do Ministra, także utwierdza mnie w przekonaniu, że głównie chodzi Panu o "przyłożenie" zespołowi, co z pewnością nie przysłuży się dobrze ani obrazowi ani finansowaniu w KBN nauk o Ziemi. Niestety! Pismo do Ministrów ma charakter skargi, która o tyle jest nieuzasadniona, że wcześniej Zespół nie znał przedstawionych przez Pana zastrzeżeń. Nie mógł więc na nie zareagować. Dalej, pisze Pan "Krytycznie o liście czasopism Zespołu T-12". Uwagi, dotyczą jednak niewielkiego fragmentu tej listy, bo nie sądzę by oceniał Pan prawidłowość usytuowania czasopism z poza geologii. Czy tytuł odpowiada treści? Czy krytyka zespołu "in grmio" jest zatem uprawniona. Ale pozostawmy te wštki.

Kilka słów ogólniejszych, które zapoznają Pana z podejściem jakie przyjął zespół przy tworzenia owej "Listy".

Do zasygnalizowanych powyżej problemów, my naukowcy, podchodzimy bardzo subiektywnie (czemu i ja pewno daję dowód w tym liście). Pan prezentuje pogląd przekazany Ministrom. Nieco inaczej rangę czasopism widzi Ośrodek Badań Prasoznawczych UJ, jeszcze inaczej koledzy geolodzy z AGH. Jak ustalić, która z ocen jest obiektywna. A może takiej nie ma, do którego to poglądu ja osobiście się skłaniam na podstawie doświadczeń wyniesionych z pracy w Zespole ds. wydawnictw KBN, w którym miałem zaszczyt zasiadać obok (znam proporcje) najwybitniejszych polskich specjalistów z zakresu "publikacjoznwstwa".

Na temat szczegółowych kwestii dotyczących wydawnictw geologicznych nie czuję się kompetentny. Być może swoje uwagi przekażą Panu fachowcy.
I może najważniejsze. Wiele słusznych Pana uwag (np., co do figurowania tych samych czasopism na różnych miejscach), jak pisałem, uwzględniliśmy w procesie oceny. (Usuniemy błędy, że tak powiem, hurtowo). Wiele z nich Zespół wykorzysta, usiłując, w nowej rzeczywistości radykalnie odmiennych skutków kategoryzacji, prowadzić racjonalniejszą "politykę wydawniczą". Wydaje się, że należy ograniczyć ilość wydawnictw i to nie tylko na Liście, ale w rzeczywistości. Jeśli Pan nie odmówi, to w swoim czasie poproszę o uwagi w tej sprawie. W aktualnie zakończonym procesie kategoryzacji chodziło jednak również i o to, aby nie karać autora (i ocenianej jednostki) za to, że kiedyś coś sensownego opublikował, w nisko punktowanym czasopiśmie, (czego przecież nie był świadom, bo listę tworzono później). Dopiero teraz chodzi o to by autor świadomie wybierał czasopismo o znanej randze, z wszelkimi, dla kategoryzacji tego skutkami.

Na koniec jeszcze jedno. Wspomina Pan o artykule w "Gazecie Wyborczej". Mnie utwierdził w przekonaniu, że jest to gazeta nierzetelna. Po pierwsze (czy nie zauważył Pan tego), artykuł był napisany jakby na zamówienie jednego z "pokrzywdzonych" jbr-ów. Po drugie, czego może Pan nie wiedzieć, redakcja nie zamieściła nie tylko wyjaśnień specjalisty od kosmonautyki – prof. Piotra Wolańskiego, ale również ministra J., K. Frąckowiaka, który zarzucił dziennikarzowi w cytowaniu jego wypowiedzi, delikatnie mówiąc, mijanie się z prawdą. Oba teksty stanowią dokumenty KBN. Poglądy panów profesorów Żylicza i Wróblewskiego bardzo szanuję, wielokrotnie z nimi polemizowałem, ale nie widzę powodów by uznawać je (wszystkie) za jedynie słusznie. "Polityka" zamieściła wycinki innych stanowisk a w internecie można było przeczytać je w całości. W tej skomplikowanej rzeczywistości oceniania nauki (a co ważniejsze finansowania, które idzie za oceną), staram się patrzeć na te problemy szeroko, odpowiedzialnie za los ludzi, jednostek, dziedzin. A także sprostać zaufaniu tych, którzy mnie wybrali (po raz drugi) i podatników, którzy za moją pracę płacą. Być może, gdyby środowisko wybrało, kogo innego robiłby to lepiej. Każdy jednak miał szanse kandydować, a po wyborze realizować swe poglšdy.

Proszę wybaczyć szczerość (może i emocjonalność) wypowiedzi, ale odpowiedzialność, jaka spoczywa na członkach, KBN powoduje, że staram się widzieć rzeczy w proporcjach do ich znaczenia dla nauki. Jako technik, może bardziej praktycznie niż doktrynalnie. I nie jest to truizm.


Z wyrazami szacunku i nadzieją,
że zechce Pan bardziej na roboczo recenzować moją działalność w KBN.